MÓJ SYWESTER

 

Chciałabym czuć w sobie ten spokój i słyszeć tę ciszę jaka płynie z tego zdjęcia. Niestety MÓJ SYWESTER od 13 lat wygląda zupełnie inaczej. 

Niedawno zadałam Ci kilka pytań w zabawie na stories  na temat tego jak wygląda Twój Sylwester. 

Pytania brzmiały banalnie: 

1. Sylwester: z przyjaciółmi plus impreza czy solo/ we dwoje na spokojnie?

2. Zwierzaki: zostawiam w domu, same sobie radzą czy zostaje z nimi?

3. Fajerwerki: muszą być czy nigdy ich nie puszczasz? 

4. Sylwester generalnie: lubię, kocham, uwielbiam czy może nie istnieć lub wręcz nie cierpię? 

Pytania mogą zdawać się banalne, ale jeśli na większość z nich odpowiedzi przechylają się na szalę szaleństwa i dzikiej imprezy Sylwestrowej, to warto jest zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, jak będzie wyglądał ten wieczór, kiedy w twoim w życiu pojawi się pies/kot, który panicznie będzie bał się wybuchów i nie będzie takiej opcji, by pozostawić przerażone zwierzę samo w domu? 

I choć może wydawać się, że to "TYLKO" jeden wieczór w roku, to nic mylnego. Trauma jakiej nabywa zwierzę podczas takiej nocy jest tak silna, że nie mija tak sobie. Na domiar złego, jak to mówi przysłowie, nieszczęścia chodzą parami, to strachy chyba stadami. 

Dźwięk wystrzału jest tak przeraźliwy dla naszych zwierząt, że w późniejszym okresie dołączają się inne dźwięki, które lubią postraszyć, choć wcześnie wcale tego nie robiły. (w psychologii ładnie się to nazywa warunkowaniem)

Na przykład odgłos trzepania dywanów, grające w piłkę dzieci, huk zamykanej klapy od śmietnika. Odgłosy, o których istnieniu nie wiem, bo Twój mózg tak bardzo je ignoruje, że nie zwracasz na nie uwagi. 

Za to Twój pies wyłapie je wszystkie i to na kilometr. Wiem, o tym się nie myśli, biorąc psa pod swoją opiekę. Ja też nie spodziewałam się, że nasza Sally sparaliżowana będzie strachem. 

I nie mówimy tu o strachu, ojej ale się wystraszyłam, może nawet podskoczyłaś ze strachu. Mówimy o takim poziomie lęku, który nie pozwala pęcherzowi na opróżnienie, nie mówiąc już o kupie. Strachu, który paraliżuje tak bardzo, że nie jesz i nie pijesz. Nie śpisz od nastu godzin, a każdy najmniejszy wystrzał z cholernej pineski uruchamia w tobie lawinę wszystkich reakcji od początku. Nie wspominając o ciągłym trzęsieniu się, wytrzeszczonym wzroku, panice, ślinieniu się, tak silnym, że trzeba położyć ręcznik koła psa, bo stoi tam już kałuża, o spiętych mięśniach i jednej myśli RATUNKU zabierzcie mnie stąd. 

Tak wygląda mój sylwester. TO JEDEN WIELKI STRACH I PANIKA, która podpowiada uciekaj jak najdalej stąd. 

No to uciekamy. 

Nasze Sylwestry często odbywały się na naszej wsi. W stodole. Bez ogrzewania, bez kibelka, bez bieżącej ciepłej wody. Często w minusowych temperaturach siedzieliśmy tam razem z naszym psem, kiedy inni świetnie się bawili wypuszczając w niebo kolejne salwy kolorowych iskier. 

Jeśli lubisz fajnie się bawić i nie chcesz rezygnować z tego jednego wieczoru w roku i zamiast z przyjaciółmi przy kawie (bo nie lubisz szaleństwa i wybuchów)  będziesz musiała spędzić ten wieczór na przykład jeżdżąc samochodem z głośno nastawioną muzyką, żeby ratować swoje zwierzę od zejścia na zawał, to warto przemyśleć to już teraz czy będziesz mieć w sobie tyle siły, by sprostać temu zadaniu i przedłożyć jego potrzeby nad swoje przyjemności. 

I choć nie lubię tych imprez, to pamiętam jeszcze czasy, kiedy spotykaliśmy się w dużym gronie, w ciepłym budynku, pięknie przystrojonym, przy kawie i cieście, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, miło spędzaliśmy czas. 

Czy żałuję, że za każdym razem muszę gnać hen gdzieś w nieznane, jak najdalej od miejskiego szału, bo nawet trudno to nazwać szaleństwem? Tak, niejednokrotnie było mi przykro, że omija mnie bycie wśród przyjaciół i nie widzę w tym nic złego, że takie uczucia się we mnie budzą. 

Ale czuję, że jest to nie fair, że tyle osób i zwierząt musi cierpieć co roku z jednego małego powodu 

boooooooom......

Komentarze

Popularne posty