NA SZCZĘŚCIE NIC NIKOMU SIĘ NIE STAŁO - CZYLI O PROCESIE POWSTAWANIA KSIĄŻKI.
Na szczęście nic nikomu się nie stało. Zbieg różnych zdarzeń,
okoliczności, nieprzewidzianych sytuacji, ludzkiego czynnika i kompletny brak
mojego doświadczenia w tej dziedzinie (tak i nie boję się przyznać, że jestem
nowicjuszką), doprowadziły i zatrzymały na razie mój projekt w tym właśnie
miejscu.
Jakie to
miejsce?
Mojej
niemocy, niewiedzy, braku doświadczenia, uczenia się od zera w dziedzinie
self-publishing.
Kiedy
powstała historia o Pszczółce Mini i spisana została na ''karty'' komputera, nie wiedziałam jeszcze dokąd
mnie to zaprowadzi.
Nie
wiedziałam, że zaprowadzi mnie do tego miejsca, w który obecnie się znajduję.
Z jeden
strony fascynującego i ekscytującego, z drugiej strony pełnego frustracji i zwątpienia,
czy projekt w końcu ujrzy światło dzienne w takiej formie, w jakiej ujrzeć ma? Czyli w formie książki.
Na którymś
ze zdjęć, umieszczonych na Instagramie, z dumą trzymam w ręku plik kartek mojej
książki, ale jest to dopiero wersja próbna wydrukowana z drukarki.
Wersja,
która niestety jeszcze wciąż potrzebuje naniesienia korekt (przecinki, literki)
niby już kosmetyczne sprawy, ale są w rękach kogoś innego. Więc czekam. Są
kolejki, terminy, nie jestem jedyna, więc czekam.
Wiesz jak to jest z tym czekaniem w kolejce?
Na początku nawet całkiem fajnie, bo możesz
złapać oddech, rozsiąść się wygodnie, wyjąć książkę, poczytać. Ale po pewnym
czasie zaczyna doskwierać ci ta kolejka i to czekanie.
I właśnie
jestem w tym miejscu doskwierania. Doskwiera mi już wszystko. Czekanie, dłużący
się czas, powolne tempo widocznych efektów.
Doskwiera mi, że chciałabym podzielić się z Tobą tą cudną informacją, że oto jest. Gotowa, świeżutka, pachnąca, że można kupować i w końcu zanurzyć się w lekturę.
Ale nie
można. Muszę czekać. Jak się okazuje przede mną jeszcze spora cześć podróży.
Ale czy przyspieszę czas? No nie.
Na szczęście
nikomu nie dzieje się krzywda. Nikt nie ucierpiał. Nikt nie zginął. Nie stoi na
mrozie, nie moknie na deszczu, ale czeka bezpieczny w swoim ciepłym domu.
Tak zawsze staram
się sobie tłumaczyć, by ukoić mój stres, kiedy nie mam wpływu na okoliczności.
Wszyscy cali
i zdrowi, a książka będzie. To jedno mogę Ci powiedzieć. Jeśli masz chęć czekać
razem ze mną to zapraszam, miejsce w kolejce obok mnie wolne. To co?
Przysiądziesz?
Bardzo potrzebowałam się tym podzielić, bo gniotło mnie to gdzieś w dołku. Bo wciąż czułam presję social mediów by być jak japoński ekspres. Punktualnie, co do sekundy. Co chwilę zatrzymywać się na przystanku i zdawać relację co tam widać. Tylko mój ekspres okazał się ciuchcią parową zasilaną węglem i tak się sobie toczę.
Ale jadę do celu i wiesz co? Dojadę. I jak tylko spotkamy się na
końcowym na pewno opowiem Ci o swojej podróży.

Komentarze
Prześlij komentarz